20 kwietnia 2010

Listonosz

Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że odłożę trochę pieniędzy i zainwestuje w filcowanie. 

Zaczęło się to wszystko od zobaczonych gdzieś korali i powiedziałam: "ja też takie chcę!". Chcę, ale nie tylko mieć, ale i umieć takie zrobić. Dlatego też, po odkryciu w łódzkim Leclercu, stoiska z filcem, wełną i te pe (już go tam nie ma - przeniósł się do M1) zakupiłam dwie igiełki i trzy motki wełny. Skutki tego zakupu można było zobaczyć w moim poprzednim poscie.

Jednak igły zostały złamane. I to zmotywowało mnie do sięgnięcia w zakamarki mojego portfela i wyskrobania funduszy na nowe zakupy. I oto dzisiaj listonosz przyniósł mi paczkę pełną radości.


Mata, nowe igiełki i piękne kolorowe wełny. Będzie co robić w wolnym czasie! Dodatkowo, na Allegro zakupiłam na wyprzedaży miszmasz kolorowej czesanki, więc już nie mogę się doczekać weekendu, kiedy znajdę wytchnienie od uczelnianych spraw.

Poza tym wszystkim, rozpoczęłam w ten weekend prace nad kolejną torbą, tym razem dla siebie :) Zainspirowana wierszykiem Ignacego Krasickiego "Ptaszki w Klatce".


Mam nadzieję że uda mi się ją szybko skończyć.

15 kwietnia 2010

Dwie igły złamane

Wczoraj wieczorem wzięło mnie na filcowanie. Jestem dopiero początkująca w tym fachu, ale już mi się podoba.

Za sobą mam korale z filcowych kulek i kolczyki. I jak dotąd szlo mi świetnie, bo i formy proste.



Pomyślałam, że czas na coś bardziej skomplikowanego. Po przejrzeniu najróżniejszych inspiracji postanowiłam ufilcować ptaszka.



Niestety, finałem tego wyczynu było połamanie dwóch i jedynych igieł jakie posiadałam. I teraz, mimo że korci mnie by pracować dalej, muszę czekać aż zdobędę nowe narzędzia.

12 kwietnia 2010

Historia 3 koszul i jednej bluzeczki.


Czyli co można zrobić z ubrań z ciuchlandu. Na zdjęciu widać już poprute ubrania gotowe by uszyć z nich torbę.

Po wielu godzinach spędzonych na wycinaniu wykrojów, układaniu fragmentów i fastrygowaniu wszystkiego można było zobaczyć taki efekt.


Teraz zostało mi już tylko siąść do maszyny do szycia. Po trzech dniach spędzonych na ciągłym przewlekaniu nitki, obrabianiu , cięciu i dopasowywaniu, po tym jak zużyłam ze dwie szpulki nici, a finalnie po po kłuciu się niemiłosiernie igłą przy wyszywaniu detali s k o ń c z y ł a m!

Oto przed Wami efekty:


Torba z przodu w całej swej okazałości.


I z tyłu, z motywem domów wyszytych muliną.


No i od środka, z dwiema małymi kieszonkami i zapięciem.

A w środku mały bonus w postaci chustecznika wykonanemu dzięki instrukcjom które znalazłam na starym blogu Moje Zielone Wzgórze.


I to by było na tyle.

Być może za jakiś czas powstanie nowa torba tym razem dla mnie, ale nie wiem jeszcze kiedy znajdę na nią czas.